🎵 Laura, tydzień po wypuszczeniu Petera 🎵
- Ross, w tej scenie, Ally wyznaje ci, że dzięki tobie jej płyta dobiegła końca. Ty się cieszysz! - reżyser był wściekły na Ross'a. Cały czas chodził jakiś przymulony.
- No dobrze. Spróbuje to zagrać z entuzjazmem. - powiedział i wrócił do roli Austina.
- Akcja!
- Austin! Dobrze, że jesteś! Właśnie wróciłam ze spotkania z Jim'im.
- I jak?
- Powiedział, że moja płyta to hit nastolatków! - przytuliłam go w swej roli.
- To świetnie. - powiedział cicho z uśmiechem.
- Austin, co się z tobą dzieje?
- Em... Musze ci coś powiedzieć.
- Cięcie! Tego nie ma w scenariuszu! Mam na dzisiaj dość tej sceny... I was! Ross, jak się nie ogarniesz to zastąpię cie kimś innym! Czwarta seria jeszcze nie jest w emisji! Won mi z planu! Ciuchy oddacie jutro. Macie być już na ósmą trzydzieści! Mamy nakręcić aż dwa odcinki! I to wszystko przez pana Lyncha. Zejdźcie mi z oczu! - Kopelow własnoręcznie wywalił nas za plan.
- Ale mnie zjechał. - mówił Ross, gdy szliśmy alejkami parku do mnie.
- Mi też się dostało.
- Przepraszam cię. Po prostu... Peter ma przepustkę. - powiedział spokojnie.
- Co?! Na ile?
- Na miesiąc. Wypuścili go tydzień temu. Boje się o ciebie. Zamieszkaj z nami. Nic ci się nie stanie.
- Od kiedy o tym wiesz? - uspokoiłam się i położyłam głowę na jego ramieniu.
- Od wczoraj. Chodźmy do ciebie, spakujesz się i idziemy do mnie.
- Nie mogę. - spojrzałam na niego. On objął mnie i pocałował w głowę.
- Przecież Vanessa nie będzie miała nic przeciwko. Ani żaden z domowników. Ja będę skakał pod sufit, jak trochę u nas pomieszkasz. Każdy zna sytuacje z Peterem.
- Ale wy nie macie żadnego gościnnego pokoju. Vanessa śpi w gościnnym?
- Nie, z Rikerem.
- Jest dorosła. Nic nie mówię. - zaśmialiśmy się. Doszliśmy do mojego domu.
- Chcesz coś do picia?
- Nie. Chce pogadać. Siadaj. - pociągnął mnie za rękę przez co upadłam na jego kolana. Przybliżył swoją twarz do mojej.
- Rozumiem, że nie chcesz zamieszkać z nami. To ja mogę zamieszkać z tobą? - pocałował mnie.
- Chodzi mi o plotki. Ale to było miłe. - cmoknęłam go. - Mówią, że jak Van i Riker zamieszkali razem to są zaręczeni.
- O nas nie będą tak mówić.
- A Vanessa?
- Ona zna sytuacje. Zgodzi się na pewno. Zadzwoń. - Ross dał mi swój telefon. Znalazłam numer do siostry i zadzwoniłam. Po dziesięciu minutowej rozmowie zgodziła się.
- Okey. Van się zgadza.
- A ty? - dałam mu buziaka.
- Chodź, idziemy po twoje rzeczy. - zeskoczyłam z kolan chłopaka i pociągnęłam go do drzwi.
- Czyli tak?
- Ćśś. Idziemy po rzeczy! Biegniemy! - zamknęłam za sobą drzwi.
🎵 Mary Vensis, w tym samym czasie 🎵
Siedziałam w swoim własnym salonie z Peterem. Odłożyłam filiżankę z zimną już herbatą na stolik. Concory patrzył na mnie z pogardą.
- Jednak się decydujesz?
- Tak. Lepiej mów, co masz.
- Są razem, są szczęśliwi. Ross proponował Laurze, żeby z nią zamieszkał, miesiąc temu, ale ona nie zgodziła się i mieszka sama. Mogę dowiedzieć się więcej, pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Nic im nie zrobisz.
- Słucham?!
- Dobrze, że słuchasz. Słuchaj dalej. Chcę byś zapłacił mi ten dług. Zraniłeś moją siostrę.
- Mogę zapłacić ci ten dług nawet teraz, tylko pozwól skopać mi dupe temu blondasowi!
- Przecież nie masz pieniędzy.
- Mam na swoim koncie. Ponad pięć milionów.
- Nie masz. Otóż; sprawa wygląda tak. W okresie trzech lat od zawarcia umowy z reżyserem nie powinieneś mieć żadnych kontaktów z prawem. - wstałam i odszukałam w półce kopii zapasowej umowy Petera. Usiadłam znów. - W tym papierku jest zawarte również to, że jeśli coś przeskrobiesz, nie zrobią z tobą kolejnej umowy i nie wyciągną cię z kłopotów. I rozwiązują z tobą ten papierek. - podarłam umowę i wróciłam do monologu. - Jeśli będziesz miał kłopoty z prawem, zabierają ci również całą kasę. Znaczy ci, co te pieniądze ci dali.
- Rozumiem jeszcze, że jeśli ich skrzywdze, to będę miał dokładane lata w tym więzieniu?
- Zgadza się. Masz zakaz zbliżania się do nich.
- To po co mi informacje o nich, jak nie mogę im nic zrobić?
- Wyjdziesz, spłacisz dług, robisz co chcesz.
- To umowa.
- Umowa.
🎵 Ross, wieczór 🎵
Rozpakowywałem się sam, ponieważ Lau chciała wyjść, nie mówiąc mi gdzie, kiedy wróci. Ostatnio jest jakaś nie obecna. Nie czyta książek, nie interesują ją filmy. Ostatnio wpadła na jakiegoś chłopaka i nie przeprosiła. A przecież dla niej zawsze to było skandaliczne, żeby na kogoś wpaść i nie przeprosić.
Po skończeniu mojej roboty, poszedłem szukać dziewczyny. Szukałem w całym domu, nie było jej, poszedłem do ogrodu i tam ją znalazłem. Wiedziałem, że mnie zauważyła. Choć nie zwróciła na mnie uwagi. Jej włosy lśniły w pomarańczowych promieniach zachodu słońca. Tak jak... jej łzy. Patrzyła się w przestrzeń. Wysoko, za murem pokrytym bluszczem. Cały ogród otoczony był czerwoną cegłą, cały pokryty rozrastającą się rośliną.
- Lubię tu siedzieć. - odezwała się nagle. - Mam pewność, że nikt oprócz domowników tego domu mnie nie zobaczy. - uśmiechnęła się do mnie przez łzy. Usiadłem obok niej na trawie. - Dość często teraz myślę o rodzicach. - odgarnęła włosy. - Kochałam ich. Nie troszczyli się o nas za bardzo i... teraz cały czas zastanawiam się czemu. I nie mogę znaleźć rozwiązania. - coraz więcej płakała. Przytuliła się do mnie. - Czy oni nas nie kochali? Czemu? Babcia zawsze mówiła, że oni cały czas opowiadali jej o nas, jakie to my łobuzy z Vanessą i urwisy. Tylko od czasu do czasu wspomnieli, że jesteśmy grzeczni. Mówili, że jesteśmy śliczne, ale to nie wynagrodzi im tych lat cierpienia. Wychowywała nas opiekunka. Która była lepszą matką niż mój prawdziwa. - rozpłakała się na dobre. Nie odzywałem się tylko gładziłem ją po włosach co tylko trochę ją uspokajało. Cierpiałem w duszy, że nie mogę znaleźć żadnego słowa pocieszenia. - To jej chwaliłam się ocenami w szkole, to jej powiedziałam nawet o swojej pierwszej miłości jej powiedziałam.
- Wiesz, może dzisiaj nie masz humoru, ale jutro, wybierzemy się do klubu?
- Możemy iść. Mi tam nie zależne. Tylko żebym już przestała o tym myśleć.
Genialny rozdział <3
OdpowiedzUsuńRaura :3
Weny życze :)