Hello
It's me
How are you
To klasyk xd
Piszę notkę pierwszą, ponieważ chciałam was poinformować, że to opowiadanie zostało napisane około dwóch lat temu.
Zaczynałam pisać i jest tam trochę błędów, trochę fragmentów, które ja uważam za idiotyczne, więc nie wypisujcie mi błędów w komentarzach, bo ja dokładnie o nich wiem ;p Po prostu chcę poznać wasze zdanie, co sądzicie o opowiadaniu napisanym przez dziesięcioletnią mnie ;P Miłęgo czytania ;)
________________________________
*Ross*
Leżałem na łóżku i myślałem o
wczorajszym koncercie. Daliśmy popalić! Rydel mówi, że najlepsza była
moja solówka na gitarze. Ciekawe...
Dzisiaj zapowiada się
zwykły dzień. Pójdę gdzieś na miasto, umówię się z Calumem. Mam dzisiaj
wolne od "Austin & Ally". Cieszę się.
Brrrr. Brrrrr.
Telefon zawibrował na półce nocnej. SMS.
Od: Rydel
Ross, weź zejdź na dół. Mama Cię woła.
To ona nie może wejść na góre i mi tego powiedzieć, tylko musi SMS-y pisać? Szkoda palców!
Pokręciłem
głową i zlazłem z łóżka. Schodząc patrzyłem pod nogi, czy mi czegoś
rodzeństwo nie podłożyło. Ellington lubi robić sobie takie żarty.
-Wiesz,
Rydel. Szkoda rąk. Mogłaś dojść do mojego poko...-podniosłem głowę i to
co zobaczyłem, strasznie mnie zdziwiło. Nad drzwiami widniał wielki
szyld, z napisem: "Wszystkiego najlepszego Ross!"-Co tu się dzieje?
-Niespodzianka!-krzyknęli wszyscy.
-Ale ja mam urodziny 29 grudnia.
-No wiemy.
-No to o co chodzi?
-Zaręczyłeś się z Laurą!
-Co?! O czym ty gadasz?!
-No
patrz!-Riker podał mi jakąś gazetę. Nawet nie wiem jaki tytuł. Na
okładce była Laura z wyciągniętą ręką, na której widniał pierścionek.
Śliczny pierścionek. Ale ja jej się niestety nie oświadczyłem.
Minutaaa... Czy ja pomyślałem "niestety"? Co się ze mną dzieje.
-Ja tego pierścionka, nigdy w życiu nie widziałem na oczy!
-Ale przeczytaj stronę piątą.-doradził mi Rocky. Zrobił to, co powiedział.
-"Zaręczyłam
się!"-zdradza Laura Marano. Ale z kim? Kto jest jej wybrankiem? Tego
niestety nam nie zdradziła. Bardzo dużo czasu spędza z Rossem Lynchem.
Podejrzewamy, że to on niedługo będzie jej mężem.-przeczytałem to jeszcze chyba z siedem razy. Ja i Laura małżeństwem?
Oddałem gazetę Rydel i wyszedłem trzaskając drzwiami. Musiałem to przemyśleć.
Dlaczego mi nic nie opowiedziała? To jest moja najlepsza przyjaciółka! Jak mogła? O tak ważnej sprawie?!
-Aaaaaaaaaaaa!
Ross Lynch!!!-usłyszałem krzyk za sobą. Automatycznie się odwróciłem.
Mała dziewczynka skakała jak szalona, a osoba odwrócona tyłem do mnie
próbowała ją uspokoić. Jednak jej się nie udało i dziewczynka puściła
się do mnie biegiem.
-Zawsze chciałam cie zobaczyć!
Proszę, podpiszesz mi się na... yyy... nie mam kartki... Podpisz mi się
tu.-wzięła skrawek swojej koszulki i wyjęła mazak z kieszeni. Jak mogłem
nie odmówić? Byłem wściekły. Fakt. I nadal jestem, ale takiemu
maluchowi nie umiem odmówić. Ukucnąłem i złożyłem swój autograf na
bluzeczce dziewczynki.
-Lilka! No proszę cię. Laura mogła
ci załatwić ten autograf.-podeszła do nas prawdopodobnie mama dziecka.
Skądś chyba znam tą panią, ale skąd?
-A tak a propos Lau. To miała tu chyba być piętnaście minut temu, co nie?-zapytała Lilka.
-Dzień dobry Ross. Nie poznajesz mnie?-zapytała się mnie kobieta.
-Jakoś... nie.
-To ja! Vanessa! Siostra Laury. A to jest nasza kuzynka. Lilia.
-Van! Jak ja cie dawno nie widziałem.
-Dość długo-zaśmialiśmy się.
-Laura
naprawdę się zaręcza?-zapytałem nagle. Vanessa posmutniała i usiadła na
ławce obok której staliśmy. Ja też to zrobiłem. Lilka usiadła na
kolanach Van.
-Cóż... Tak. Te gazety, które piszą, że ty się oświadczyłeś Lau, opierają się tylko na internecie.
-Wieeem. Kto był tym szczęściarzem?
-Znasz Andrew'a Garfielda?
-On? Ale on ma trzydzieści lat!
-Trzydzieści jeden.-poprawiła mnie brunetka i spojrzała za moje plecy.
-Laura
idzie. "Podaruje" jej tylko Lilke i spadam. Sami sobie wszystko
wytłumaczycie...-wstała i wzięła kuzynkę na ręce.-A tak naprawdę, to
wolałabym, żebyś to ty był na miejscu Andrew'a.
Wstałem i
odwróciłem się do idącej ku nam Lau. Nie widziałem jej dzień, a już jej
nie poznaje. Chętnie przekręcił bym buźke temu Garfieldowi. Albo przy
kręceniu udawaniu następnego Spider-Mana niech spadnie z jakiegoś
wysokiego budynku. Tak przez przypadek.
Chwilka... Co ja wygaduje?!
-Hejka, Ross! Nie spodziewałam się ciebie tutaj. Vanessa? Masz mi coś do powiedzenia?-zwróciła się do swojej siostry.
-Nie.
Ona nie, ale ty tak.-splotłem ręce na klacie i przyglądałem jej się.
Ciekawe co mi powie. Brunetka wzięła od Van Lilię i spojrzała na mnie.
-O co ci chodzi?
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, że się zaręczyłaś? Dlaczego muszę się o tym dowiadywać dopiero przez gazety?
-Ross ja... Przepraszam. Miałam ci to powiedzieć kiedyś indziej...
-Okej. Sorry, ja muszę już lecieć.-odwróciłem się i zacząłem szybki iść.
-Ale daj mi to wytłumaczyć!
-Nie ma co tłumaczyć!-byłem wściekły jak nigdy. Nawet nie wiem za co.
-Pamiętaj! Jesteś zaproszony na ślub!-krzyknęła Lilka. Niestety. Chyba nie pójdę na tą piękną uroczystość.
*Oczami Rydel, tydzień później*
Ross prawie wcale nie wychodzi z pokoju, odkąd dowiedział się, że
Laura będzie mężatką. Przez niego musimy odkładać wiele prób. Lau
przychodzi codziennie do nas i próbuje dobić się do pokoju Ross'a.
Szkoda mi jej. Przecież ewidentnie widać, że się o niego martwi.
-Ross!
Zejdź na dół, nie jesz już chyba drugi dzień!-krzyknęła z kuchni mama.
Nic nie zdziała. Na szczęście mam zapasowy klucz do jego pokoju.
Dlaczego nie dałam go Lau? Sama nie wiem. Skąd go mam? Też nie wiem.
Dzisiaj go użyje.
Zeszłam na dół i włożyłam talerz z zupą na tacę i znowu po schodach. Przekręciłam powoli klucz w drzwiach pokoju mojego brata.
-Nie
chce teraz rozmawiać.-Ross leżał na łóżku tyłem do mnie. Zamknęłam
wrota i położyłam tacę na jego szafce nocnej. Usiadłam na podłodze i
patrzyłam w jego podpuchnięte oczy.-Ross?
-Rydel, ja ją kocham.-powiedział krótko.
-Ale kogo?
-Laure, kocham Laure. Ona jet moją miłością, ja chce ją odzyskać.
Wiedziałam! On się w niej zakochał!
*Oczami Laury*
Poszłam na Ross'a. Znowu. Nie spotykałam się z Andrew'em koło tygodnia. Trudno.
Już miałam zapukać do pokoju swojego przyjaciela gdy usłyszłam za drzwiami głos Rydel.
-Ross?
Po chwili usłyszałam odpowiedź.
-Rydel ja ją kocham.
-Kogo?
-Laure.
Zamurowało mnie. On jest we mnie zakochany?
A
może ja w nim też? Częściej o nim myśle niż o ślubie z Garfieldem. A
gdy mnie przytula, to czuje takie dziwne mrowienie. Czyli co? Nagle
drzwi się otworzyły i wyszedł blondyn. Miał podpuchnięte oczy. Gdy mnie
zobaczył, rozpromienił się.
-Laura ja...
-Ja też cię kocham Ross.-powiedziałam, a on mnie pocałował. Tak nagle.-Chyba odwołam ślub z Andrew'em.
-Cieszę się.-oznajmił.
THE END
Choć blog jest zakończony, będę tu wpadać, więc możecie komentować i pisać. Do końca jeszcze go nie opuściłam! I również nie zamierzam go usuwać.
Wpadajcie na nowego bloga (o wszystkim i niczym)!
Chcecie dowiedzieć się o mnie więcej? "Kontakt i Portale Społecznościowe"
Instagram: aleks_lover
Snapchat: aleksa213
Ask: aleks_to_ja
Twitter: @arleciaxd
Musical.ly: paandaa13
czwartek, 19 maja 2016
wtorek, 17 maja 2016
Chapter 31 "Jestem pewna"
♪ narrator ♪
- Ross, to również mój przyjaciel, jasne? I tak polecę, bo to moja decyzja, nie twoja!
- Ale ja jestem za ciebie teraz o d p o w ie d z i a l n y. Nie zrozumiesz. Zostajesz tu, jasne? - powiedział blondyn przerywając pakowanie.
- Chyba ty czegoś nie rozumiesz. Mam osiemnaście lat, mój przyjaciel został staranowany przez tłum uciekających przed wybuchającą ciężarówką! Ty nie wiesz jak to jest! Być w szpitalu i dowiedzieć się, że ktoś, kogo chciałeś widzieć, nie przyjechał, bo... bo nie przyjechał.
- Laura... - powiedział wzdychając i łapiąc się za skronie.
- Nie mów mi, co mam robić! Po-ja-dę.
- Dobrze, spokojnie. Uspokój się. - podszedł do brunetki i chciał złapać jej dłoń. Ona jednak wyrzuciła ręce do góry w geście dezaprobaty.
- "Jestem za ciebie odpowiedzialny"! - zacytowała podchodząc do swojej szafy i wyciągając z niej walizkę. - Taaaak, bo nie umiem przecież sama o siebie zadbać! - zaczęła pakować w pośpiechu ubrania.
- Laura! - chciała podejść, ona jednak odwróciła się i zatrzymała go ręką.
- Nie podchodź. - powiedziała i spiorunowała go wzrokiem, po czym wróciła do pakowania.
- Przepraszam, Laura. Pojedziemy razem, dobrze? Tylko się uspokój. - próbował podejść jeszcze raz, jednak ona popchnęła go na łóżko, potykając się i lodując na nim.
Patrzyła na niego wzrokiem pełnym wściekłości. Wstała, zamknęła walizkę, a Ross nie wiedział już co myśleć o tej całej sytuacji. Tak bardzo chciał ją zatrzymać, ale wiedział, że Laura jest bardzo uparta i jeśli chodzi o przyjaciół nigdy się nie podda.
W jego głowie było tyle myśli, że nie wiedział już o czym dokładnie myśleć. Czy o tym, jak poradzi sobie Laura, czy jak ją zatrzymać, czy jak dojechać do Caluma.
Laura otworzyła drzwi, ale jednak zawahała się i spojrzała na blondyna. Opierał się rękami o łóżko i patrzył na nią w pół błagalnym wzrokiem, w pół wzrokiem bez wyrazu. Nie wiedziała czy wróci jeszcze do hotelu z Raini. Może od razu polecą do Caluma? Była zła na Rossa, jednak gdy patrzyła w jego niebieskie oczy, złość ustępowała. Ale potem znów przypomniała sobie jego teksty.
Patrzyli sobie w oczy przez kilka minut, nie zdając sobie po części z tego sprawy. Ross wstał, korzystając z okazji, że ona nadal stoi w drzwiach. Jednak ona wyszła i zamknęła drzwi zanim zdążył do niej podejść. Podszedł do drzwi i zamiast je otworzyć wybiec za nią, ledwo dotknął klamkę i stwierdził, że zatrzymanie jej nie ma sensu. Odwrócił się, oparł o drzwi i osunął się na ziemię.
♪ Laura ♪
Wzięłam walizkę, bo planowałam razem z Raini od razu polecieć do Amsterdamu. Ale ona pewnie będzie chciała lecieć razem z Rossem.
Nie byłam podczas rozmowy R5 o zgodzie dla Rossa na lot do Amsterdamu. Nie wiedziałam jak wygląda cała sprawa, nie chciałam pytać. Widział jak blondyn krył się przed resztą z pakowaniem i gdy ktoś zapukał szybko chował walizkę pod łóżko. Zwykle okazywało się, że to sprzątaczka lub fani. Wtedy widziało się w jego oczach ulgę. Znam go na tyle, żeby wiedzieć, że jednak poleci, ale nie za zgodą rodzeństwa.
- Laura, tłumacz mi się. - podeszła do mnie Raini, której szukałam w tłumie.
- Z czego? - zapytałam zaskoczona, lekko odchylając się do tyłu.
- Calum mi dzwonił, że Ross nie pojedzie.
- Mają trasę, on nie może.
- Tu nie chodzi o trasę. Widzę twoje oczy. - powiedziała i jej ton głosu się zmienił.
- Pokłóciliśmy się. - usiadłam i spojrzałam na ziemię, potem znów na przyjaciółkę. - Nic wielkiego.
♪ Ross ♪
Gdy Calum się rozłączył, miałem lekkie wyrzuty sumienia. Ale nie mogę pojechać, kiedy Laura tam jest. Nie powiedziałem mu tego. Powiedziałem, że nie mogę i bardzo żałuję.
Leżałem na łóżku i słuchałem muzyki. Nagle dostałem sms.
Rocky:
Otwórz drzwi -,- Wiem, że tam jesteś zdrajco
Odłączyłem słuchawki i otworzyłem drzwi.
- Jaki zdrajco? - zapytałem.
- Miałeś zamiar pojechać do Caluma, prawda?
- I?
- Pozwolilibyśmy ci, gdybyś nas posłuchał, bo jutro jedziemy do Amsterdamu.
- Co? Nie możemy, no stary! Ty widziałeś, ile miniemy? Fani się wkurzą.
- Ale to już wczoraj zostało ogłoszone i bilety automatycznie nie są na za tydzień, tylko na jutro. Znaczy, można bez problemów wymienić, a jeśli ktoś nie mógł, stary bilet też się liczy. I tak były już wyprzedane. Cały Amsterdam się cieszy i już wszyscy wiedzą, że jedziemy tam dla Caluma.
- Jak wygląda plan?
- Teraz jesteśmy w Limericku i po kolei, trasa ciągnęłaby się przez Dublin, Glasgow, Edynburg, Liverpool, Cambridge, Playmouth i w końcu przez Brukselę i do Holandii. - powiedział, podając mi kartkę. - Źle to obliczyliśmy i Calum dawno by już wyszedł, zanim byśmy tam dobili. Więc specjalnie dla niego zmieniliśmy trasę. Teraz jest odwrotnie. Oczywiście, musimy za to więcej płacić.
- Czyli jak rozumiem, jedziemy jutro do Holandii a potem na Brukselę, Playmouth, Cambridge i tak dalej?
- Menchester również chciał żebyśmy i tam pojechali, ale Liverpool jest w miarę blisko.
- Czekaj, a Irlandia Północna?
- Ją omijamy.
- Ah, okey. - oddałem bratu kartkę.
- Gdzie Laura? - rozejrzał się po pokoju i zaczął po nim wędrować. - Gdzie Laura? - zaniepokoił się kiedy nie odpowiedziałem.
- Eee...
- Ross, gdzie jest Laura?
- Pokłóciliśmy się i wyjechała.
- Ale ona nie może! Kupiła te leki?
- Nie mam bladego pojęcia. Ostatnio dostała ataku i zamówiła je, ale chyba ich nie odebrała.
- Pozwoliłeś jej na to?
- Jest z nią Raini, zresztą, próbowałem ją uspokoić. Ale mi się nie udało. - powiedziałem
- Ważne, żeby nic jej znów nie stało. Wszyscy fani się o nią martwią. I ogólnie świat. Przecież jej wypadki zdobyły taki rozgłos, że chyba w Grenlandii już wiedzą.
♪ Laura ♪
Szłam z Raini przez miasto. Samolot wylatywał dopiero za godzinę. Postanowiłyśmy wpaść do KFC.
Przyjaciółka poszła do toalety, a ja na nią czekałam i myślałam co zamówię. Nagle poczułam lekkie szarpnięcie. Odwróciłam się i obok mnie stała mała dziewczynka.
- Cześć. - powiedziała tak zwyczajnie, jakbym była jej znajomą.
- Cześć malutka. Zgubiłaś się? - zapytałam bez zastanowienia.
- Nie, moja mama tu pracuje, nie będzie się martwić. - powiedziała i słodko się uśmiechnęła.
- Och, każdy rodzic się martwi. - powiedziałam.
- Znam cię, wiesz?
- Naprawdę? - zaśmiałam się.
- Naprawdę! Jesteś sławna. Nie wiedziałaś? - zapytała.
- Miałam takie podejrzenia. Chcesz usiąść? - dziewczynka pokiwała główką i usadowiła się na moich kolanach.
- A ty chyba kochasz Austina, prawda?
- Oglądasz "Austin & Ally"?
- Kocham to oglądać. - powiedziała. - To kochasz go czy tylko udajesz?
- Wiesz, jestem w tym serialu tylko aktorką. Naprawdę Austin to Ross, a Ally to ja, Laura. I w serialu kocham go na niby, ale w prawdziwym życiu naprawdę. Rozumiesz?
- Nie za bardzo. Znaczy że on udaje, że cię przytula?
- Nie udaje. - zaśmiałam się. - Po prostu chcę powiedzieć, że serial nie zawsze musi się przekładać na rzeczywistość. Na przykład w kreskówkach coś te postacie tak dość szybko dochodzą do siebie, prawda?
- Zawsze to dla mnie było dziwne, bo gdy moją babcię potrąciło auto, to leżała w szpitalu dwa miesiące, naprawdę! Ale już wszystko z nią dobrze. N
- Widzisz, u mnie jest taka sytuacja, że kocham Rossa, czyli aktora, który gra Austina. Nie wiem jak ci to wytłumaczyć...
- Ale ja już rozumiem. Ty jesteś Ally i Ally nie jest prawdziwa, tylko ty. I tak samo Austin. Tak? A ty kochasz Rossa, bo jest prawdziwy.
- Tak, zgadza się.
- A jak rozpoznać, że się kogoś kocha?
- Wiesz... tego na początku nie można zauważyć. Na przykład ta osoba jest dla ciebie przyjacielem. Jak dla mnie Ross na początku. Pomagał mi, wspierał mnie. I potem chciałam spędzać z nim trochę więcej czasu, bo już wtedy wiedziałam, że go lubię.
- Wtedy jeszcze nie kochałaś?
- Musi zwykle trochę potrwać, zanim się w kimś zakochasz.
- A ile?
- Nigdy nie wiadomo. To się po prostu wie, że kogoś kochasz.
- A ty wiesz?
- Jestem pewna.
♪ Raini ♪
Wracałam z łazienki, kiedy zobaczyłam, że Laura trzyma na kolanach jakąś dziewczynkę. Nie mam bladego pojęcia, ale wyciągnęłam telefon, zrobiłam kilka łuków, żeby Laura mnie nie zauważyła, podeszłam od tyłu i normalnie zaczęłam nagrywać.
- Rozumiesz?
- Nie za bardzo. Znaczy że on udaje, że cię przytula?
Słuchałam tej rozmowy do końca.
- Jestem pewna. Wiesz, tam nie twoja mama? - zapytała Laura i wskazała na kobietę stojącą w rogu, która kogoś szukała.
- Tak, no racja. Przepraszam, że ci przeszkodziłam.
- "Jeśli zmarnowany czas wywołał na twojej twarzy uśmiech, to nie był czas zmarnowany". Już leć, bardzo było mi ciebie poznać.
- Jestem Carly. Pa, miłego dnia! - pomachała jej i pobiegła.
- Lubisz dzieci. - powiedziałam i położyłam telefon przed nią.
- Nagrałaś to? - zaśmiała się.
- Tak. Wyśle to Rossowi. - powiedziałam i wzięłam telefon.
- Co? Nie!
- Czemu?
- Bo... bo ja...
- Bo powiedziałaś, że go kochasz?
- Eee... nie... Po prostu...
Spojrzałam na nią i przypadkowo tylko do Rossa wysłałam na swój Instagram.
- Wysłałam to na Instagram. - powiedziałam i próbowałam usunąć, ale już było kilkadziesiąt serduszek.
_________________________________
Zobaczyłam, jak dawno nie było rozdziału... Od razu się za niego wzięłam. Wybaczcie, nie zdawałam sobie z tego sprawy... W komentarzach napiszcie jak wam się podoba taki rozdział pisany na szybko.. ;p
- Ross, to również mój przyjaciel, jasne? I tak polecę, bo to moja decyzja, nie twoja!
- Ale ja jestem za ciebie teraz o d p o w ie d z i a l n y. Nie zrozumiesz. Zostajesz tu, jasne? - powiedział blondyn przerywając pakowanie.
- Chyba ty czegoś nie rozumiesz. Mam osiemnaście lat, mój przyjaciel został staranowany przez tłum uciekających przed wybuchającą ciężarówką! Ty nie wiesz jak to jest! Być w szpitalu i dowiedzieć się, że ktoś, kogo chciałeś widzieć, nie przyjechał, bo... bo nie przyjechał.
- Laura... - powiedział wzdychając i łapiąc się za skronie.
- Nie mów mi, co mam robić! Po-ja-dę.
- Dobrze, spokojnie. Uspokój się. - podszedł do brunetki i chciał złapać jej dłoń. Ona jednak wyrzuciła ręce do góry w geście dezaprobaty.
- "Jestem za ciebie odpowiedzialny"! - zacytowała podchodząc do swojej szafy i wyciągając z niej walizkę. - Taaaak, bo nie umiem przecież sama o siebie zadbać! - zaczęła pakować w pośpiechu ubrania.
- Laura! - chciała podejść, ona jednak odwróciła się i zatrzymała go ręką.
- Nie podchodź. - powiedziała i spiorunowała go wzrokiem, po czym wróciła do pakowania.
- Przepraszam, Laura. Pojedziemy razem, dobrze? Tylko się uspokój. - próbował podejść jeszcze raz, jednak ona popchnęła go na łóżko, potykając się i lodując na nim.
Patrzyła na niego wzrokiem pełnym wściekłości. Wstała, zamknęła walizkę, a Ross nie wiedział już co myśleć o tej całej sytuacji. Tak bardzo chciał ją zatrzymać, ale wiedział, że Laura jest bardzo uparta i jeśli chodzi o przyjaciół nigdy się nie podda.
W jego głowie było tyle myśli, że nie wiedział już o czym dokładnie myśleć. Czy o tym, jak poradzi sobie Laura, czy jak ją zatrzymać, czy jak dojechać do Caluma.
Laura otworzyła drzwi, ale jednak zawahała się i spojrzała na blondyna. Opierał się rękami o łóżko i patrzył na nią w pół błagalnym wzrokiem, w pół wzrokiem bez wyrazu. Nie wiedziała czy wróci jeszcze do hotelu z Raini. Może od razu polecą do Caluma? Była zła na Rossa, jednak gdy patrzyła w jego niebieskie oczy, złość ustępowała. Ale potem znów przypomniała sobie jego teksty.
Patrzyli sobie w oczy przez kilka minut, nie zdając sobie po części z tego sprawy. Ross wstał, korzystając z okazji, że ona nadal stoi w drzwiach. Jednak ona wyszła i zamknęła drzwi zanim zdążył do niej podejść. Podszedł do drzwi i zamiast je otworzyć wybiec za nią, ledwo dotknął klamkę i stwierdził, że zatrzymanie jej nie ma sensu. Odwrócił się, oparł o drzwi i osunął się na ziemię.
♪ Laura ♪
Wzięłam walizkę, bo planowałam razem z Raini od razu polecieć do Amsterdamu. Ale ona pewnie będzie chciała lecieć razem z Rossem.
Nie byłam podczas rozmowy R5 o zgodzie dla Rossa na lot do Amsterdamu. Nie wiedziałam jak wygląda cała sprawa, nie chciałam pytać. Widział jak blondyn krył się przed resztą z pakowaniem i gdy ktoś zapukał szybko chował walizkę pod łóżko. Zwykle okazywało się, że to sprzątaczka lub fani. Wtedy widziało się w jego oczach ulgę. Znam go na tyle, żeby wiedzieć, że jednak poleci, ale nie za zgodą rodzeństwa.
- Laura, tłumacz mi się. - podeszła do mnie Raini, której szukałam w tłumie.
- Z czego? - zapytałam zaskoczona, lekko odchylając się do tyłu.
- Calum mi dzwonił, że Ross nie pojedzie.
- Mają trasę, on nie może.
- Tu nie chodzi o trasę. Widzę twoje oczy. - powiedziała i jej ton głosu się zmienił.
- Pokłóciliśmy się. - usiadłam i spojrzałam na ziemię, potem znów na przyjaciółkę. - Nic wielkiego.
♪ Ross ♪
Gdy Calum się rozłączył, miałem lekkie wyrzuty sumienia. Ale nie mogę pojechać, kiedy Laura tam jest. Nie powiedziałem mu tego. Powiedziałem, że nie mogę i bardzo żałuję.
Leżałem na łóżku i słuchałem muzyki. Nagle dostałem sms.
Rocky:
Otwórz drzwi -,- Wiem, że tam jesteś zdrajco
Odłączyłem słuchawki i otworzyłem drzwi.
- Jaki zdrajco? - zapytałem.
- Miałeś zamiar pojechać do Caluma, prawda?
- I?
- Pozwolilibyśmy ci, gdybyś nas posłuchał, bo jutro jedziemy do Amsterdamu.
- Co? Nie możemy, no stary! Ty widziałeś, ile miniemy? Fani się wkurzą.
- Ale to już wczoraj zostało ogłoszone i bilety automatycznie nie są na za tydzień, tylko na jutro. Znaczy, można bez problemów wymienić, a jeśli ktoś nie mógł, stary bilet też się liczy. I tak były już wyprzedane. Cały Amsterdam się cieszy i już wszyscy wiedzą, że jedziemy tam dla Caluma.
- Jak wygląda plan?
- Teraz jesteśmy w Limericku i po kolei, trasa ciągnęłaby się przez Dublin, Glasgow, Edynburg, Liverpool, Cambridge, Playmouth i w końcu przez Brukselę i do Holandii. - powiedział, podając mi kartkę. - Źle to obliczyliśmy i Calum dawno by już wyszedł, zanim byśmy tam dobili. Więc specjalnie dla niego zmieniliśmy trasę. Teraz jest odwrotnie. Oczywiście, musimy za to więcej płacić.
- Czyli jak rozumiem, jedziemy jutro do Holandii a potem na Brukselę, Playmouth, Cambridge i tak dalej?
- Menchester również chciał żebyśmy i tam pojechali, ale Liverpool jest w miarę blisko.
- Czekaj, a Irlandia Północna?
- Ją omijamy.
- Ah, okey. - oddałem bratu kartkę.
- Gdzie Laura? - rozejrzał się po pokoju i zaczął po nim wędrować. - Gdzie Laura? - zaniepokoił się kiedy nie odpowiedziałem.
- Eee...
- Ross, gdzie jest Laura?
- Pokłóciliśmy się i wyjechała.
- Ale ona nie może! Kupiła te leki?
- Nie mam bladego pojęcia. Ostatnio dostała ataku i zamówiła je, ale chyba ich nie odebrała.
- Pozwoliłeś jej na to?
- Jest z nią Raini, zresztą, próbowałem ją uspokoić. Ale mi się nie udało. - powiedziałem
- Ważne, żeby nic jej znów nie stało. Wszyscy fani się o nią martwią. I ogólnie świat. Przecież jej wypadki zdobyły taki rozgłos, że chyba w Grenlandii już wiedzą.
♪ Laura ♪
Szłam z Raini przez miasto. Samolot wylatywał dopiero za godzinę. Postanowiłyśmy wpaść do KFC.
Przyjaciółka poszła do toalety, a ja na nią czekałam i myślałam co zamówię. Nagle poczułam lekkie szarpnięcie. Odwróciłam się i obok mnie stała mała dziewczynka.
- Cześć. - powiedziała tak zwyczajnie, jakbym była jej znajomą.
- Cześć malutka. Zgubiłaś się? - zapytałam bez zastanowienia.
- Nie, moja mama tu pracuje, nie będzie się martwić. - powiedziała i słodko się uśmiechnęła.
- Och, każdy rodzic się martwi. - powiedziałam.
- Znam cię, wiesz?
- Naprawdę? - zaśmiałam się.
- Naprawdę! Jesteś sławna. Nie wiedziałaś? - zapytała.
- Miałam takie podejrzenia. Chcesz usiąść? - dziewczynka pokiwała główką i usadowiła się na moich kolanach.
- A ty chyba kochasz Austina, prawda?
- Oglądasz "Austin & Ally"?
- Kocham to oglądać. - powiedziała. - To kochasz go czy tylko udajesz?
- Wiesz, jestem w tym serialu tylko aktorką. Naprawdę Austin to Ross, a Ally to ja, Laura. I w serialu kocham go na niby, ale w prawdziwym życiu naprawdę. Rozumiesz?
- Nie za bardzo. Znaczy że on udaje, że cię przytula?
- Nie udaje. - zaśmiałam się. - Po prostu chcę powiedzieć, że serial nie zawsze musi się przekładać na rzeczywistość. Na przykład w kreskówkach coś te postacie tak dość szybko dochodzą do siebie, prawda?
- Zawsze to dla mnie było dziwne, bo gdy moją babcię potrąciło auto, to leżała w szpitalu dwa miesiące, naprawdę! Ale już wszystko z nią dobrze. N
- Widzisz, u mnie jest taka sytuacja, że kocham Rossa, czyli aktora, który gra Austina. Nie wiem jak ci to wytłumaczyć...
- Ale ja już rozumiem. Ty jesteś Ally i Ally nie jest prawdziwa, tylko ty. I tak samo Austin. Tak? A ty kochasz Rossa, bo jest prawdziwy.
- Tak, zgadza się.
- A jak rozpoznać, że się kogoś kocha?
- Wiesz... tego na początku nie można zauważyć. Na przykład ta osoba jest dla ciebie przyjacielem. Jak dla mnie Ross na początku. Pomagał mi, wspierał mnie. I potem chciałam spędzać z nim trochę więcej czasu, bo już wtedy wiedziałam, że go lubię.
- Wtedy jeszcze nie kochałaś?
- Musi zwykle trochę potrwać, zanim się w kimś zakochasz.
- A ile?
- Nigdy nie wiadomo. To się po prostu wie, że kogoś kochasz.
- A ty wiesz?
- Jestem pewna.
♪ Raini ♪
Wracałam z łazienki, kiedy zobaczyłam, że Laura trzyma na kolanach jakąś dziewczynkę. Nie mam bladego pojęcia, ale wyciągnęłam telefon, zrobiłam kilka łuków, żeby Laura mnie nie zauważyła, podeszłam od tyłu i normalnie zaczęłam nagrywać.
- Rozumiesz?
- Nie za bardzo. Znaczy że on udaje, że cię przytula?
Słuchałam tej rozmowy do końca.
- Jestem pewna. Wiesz, tam nie twoja mama? - zapytała Laura i wskazała na kobietę stojącą w rogu, która kogoś szukała.
- Tak, no racja. Przepraszam, że ci przeszkodziłam.
- "Jeśli zmarnowany czas wywołał na twojej twarzy uśmiech, to nie był czas zmarnowany". Już leć, bardzo było mi ciebie poznać.
- Jestem Carly. Pa, miłego dnia! - pomachała jej i pobiegła.
- Lubisz dzieci. - powiedziałam i położyłam telefon przed nią.
- Nagrałaś to? - zaśmiała się.
- Tak. Wyśle to Rossowi. - powiedziałam i wzięłam telefon.
- Co? Nie!
- Czemu?
- Bo... bo ja...
- Bo powiedziałaś, że go kochasz?
- Eee... nie... Po prostu...
Spojrzałam na nią i przypadkowo tylko do Rossa wysłałam na swój Instagram.
- Wysłałam to na Instagram. - powiedziałam i próbowałam usunąć, ale już było kilkadziesiąt serduszek.
_________________________________
Zobaczyłam, jak dawno nie było rozdziału... Od razu się za niego wzięłam. Wybaczcie, nie zdawałam sobie z tego sprawy... W komentarzach napiszcie jak wam się podoba taki rozdział pisany na szybko.. ;p
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)