♪ narrator ♪
- Ross, to również mój przyjaciel, jasne? I tak polecę, bo to moja decyzja, nie twoja!
- Ale ja jestem za ciebie teraz o d p o w ie d z i a l n y. Nie zrozumiesz. Zostajesz tu, jasne? - powiedział blondyn przerywając pakowanie.
- Chyba ty czegoś nie rozumiesz. Mam osiemnaście lat, mój przyjaciel został staranowany przez tłum uciekających przed wybuchającą ciężarówką! Ty nie wiesz jak to jest! Być w szpitalu i dowiedzieć się, że ktoś, kogo chciałeś widzieć, nie przyjechał, bo... bo nie przyjechał.
- Laura... - powiedział wzdychając i łapiąc się za skronie.
- Nie mów mi, co mam robić! Po-ja-dę.
- Dobrze, spokojnie. Uspokój się. - podszedł do brunetki i chciał złapać jej dłoń. Ona jednak wyrzuciła ręce do góry w geście dezaprobaty.
- "Jestem za ciebie odpowiedzialny"! - zacytowała podchodząc do swojej szafy i wyciągając z niej walizkę. - Taaaak, bo nie umiem przecież sama o siebie zadbać! - zaczęła pakować w pośpiechu ubrania.
- Laura! - chciała podejść, ona jednak odwróciła się i zatrzymała go ręką.
- Nie podchodź. - powiedziała i spiorunowała go wzrokiem, po czym wróciła do pakowania.
- Przepraszam, Laura. Pojedziemy razem, dobrze? Tylko się uspokój. - próbował podejść jeszcze raz, jednak ona popchnęła go na łóżko, potykając się i lodując na nim.
Patrzyła na niego wzrokiem pełnym wściekłości. Wstała, zamknęła walizkę, a Ross nie wiedział już co myśleć o tej całej sytuacji. Tak bardzo chciał ją zatrzymać, ale wiedział, że Laura jest bardzo uparta i jeśli chodzi o przyjaciół nigdy się nie podda.
W jego głowie było tyle myśli, że nie wiedział już o czym dokładnie myśleć. Czy o tym, jak poradzi sobie Laura, czy jak ją zatrzymać, czy jak dojechać do Caluma.
Laura otworzyła drzwi, ale jednak zawahała się i spojrzała na blondyna. Opierał się rękami o łóżko i patrzył na nią w pół błagalnym wzrokiem, w pół wzrokiem bez wyrazu. Nie wiedziała czy wróci jeszcze do hotelu z Raini. Może od razu polecą do Caluma? Była zła na Rossa, jednak gdy patrzyła w jego niebieskie oczy, złość ustępowała. Ale potem znów przypomniała sobie jego teksty.
Patrzyli sobie w oczy przez kilka minut, nie zdając sobie po części z tego sprawy. Ross wstał, korzystając z okazji, że ona nadal stoi w drzwiach. Jednak ona wyszła i zamknęła drzwi zanim zdążył do niej podejść. Podszedł do drzwi i zamiast je otworzyć wybiec za nią, ledwo dotknął klamkę i stwierdził, że zatrzymanie jej nie ma sensu. Odwrócił się, oparł o drzwi i osunął się na ziemię.
♪ Laura ♪
Wzięłam walizkę, bo planowałam razem z Raini od razu polecieć do Amsterdamu. Ale ona pewnie będzie chciała lecieć razem z Rossem.
Nie byłam podczas rozmowy R5 o zgodzie dla Rossa na lot do Amsterdamu. Nie wiedziałam jak wygląda cała sprawa, nie chciałam pytać. Widział jak blondyn krył się przed resztą z pakowaniem i gdy ktoś zapukał szybko chował walizkę pod łóżko. Zwykle okazywało się, że to sprzątaczka lub fani. Wtedy widziało się w jego oczach ulgę. Znam go na tyle, żeby wiedzieć, że jednak poleci, ale nie za zgodą rodzeństwa.
- Laura, tłumacz mi się. - podeszła do mnie Raini, której szukałam w tłumie.
- Z czego? - zapytałam zaskoczona, lekko odchylając się do tyłu.
- Calum mi dzwonił, że Ross nie pojedzie.
- Mają trasę, on nie może.
- Tu nie chodzi o trasę. Widzę twoje oczy. - powiedziała i jej ton głosu się zmienił.
- Pokłóciliśmy się. - usiadłam i spojrzałam na ziemię, potem znów na przyjaciółkę. - Nic wielkiego.
♪ Ross ♪
Gdy Calum się rozłączył, miałem lekkie wyrzuty sumienia. Ale nie mogę pojechać, kiedy Laura tam jest. Nie powiedziałem mu tego. Powiedziałem, że nie mogę i bardzo żałuję.
Leżałem na łóżku i słuchałem muzyki. Nagle dostałem sms.
Rocky:
Otwórz drzwi -,- Wiem, że tam jesteś zdrajco
Odłączyłem słuchawki i otworzyłem drzwi.
- Jaki zdrajco? - zapytałem.
- Miałeś zamiar pojechać do Caluma, prawda?
- I?
- Pozwolilibyśmy ci, gdybyś nas posłuchał, bo jutro jedziemy do Amsterdamu.
- Co? Nie możemy, no stary! Ty widziałeś, ile miniemy? Fani się wkurzą.
- Ale to już wczoraj zostało ogłoszone i bilety automatycznie nie są na za tydzień, tylko na jutro. Znaczy, można bez problemów wymienić, a jeśli ktoś nie mógł, stary bilet też się liczy. I tak były już wyprzedane. Cały Amsterdam się cieszy i już wszyscy wiedzą, że jedziemy tam dla Caluma.
- Jak wygląda plan?
- Teraz jesteśmy w Limericku i po kolei, trasa ciągnęłaby się przez Dublin, Glasgow, Edynburg, Liverpool, Cambridge, Playmouth i w końcu przez Brukselę i do Holandii. - powiedział, podając mi kartkę. - Źle to obliczyliśmy i Calum dawno by już wyszedł, zanim byśmy tam dobili. Więc specjalnie dla niego zmieniliśmy trasę. Teraz jest odwrotnie. Oczywiście, musimy za to więcej płacić.
- Czyli jak rozumiem, jedziemy jutro do Holandii a potem na Brukselę, Playmouth, Cambridge i tak dalej?
- Menchester również chciał żebyśmy i tam pojechali, ale Liverpool jest w miarę blisko.
- Czekaj, a Irlandia Północna?
- Ją omijamy.
- Ah, okey. - oddałem bratu kartkę.
- Gdzie Laura? - rozejrzał się po pokoju i zaczął po nim wędrować. - Gdzie Laura? - zaniepokoił się kiedy nie odpowiedziałem.
- Eee...
- Ross, gdzie jest Laura?
- Pokłóciliśmy się i wyjechała.
- Ale ona nie może! Kupiła te leki?
- Nie mam bladego pojęcia. Ostatnio dostała ataku i zamówiła je, ale chyba ich nie odebrała.
- Pozwoliłeś jej na to?
- Jest z nią Raini, zresztą, próbowałem ją uspokoić. Ale mi się nie udało. - powiedziałem
- Ważne, żeby nic jej znów nie stało. Wszyscy fani się o nią martwią. I ogólnie świat. Przecież jej wypadki zdobyły taki rozgłos, że chyba w Grenlandii już wiedzą.
♪ Laura ♪
Szłam z Raini przez miasto. Samolot wylatywał dopiero za godzinę. Postanowiłyśmy wpaść do KFC.
Przyjaciółka poszła do toalety, a ja na nią czekałam i myślałam co zamówię. Nagle poczułam lekkie szarpnięcie. Odwróciłam się i obok mnie stała mała dziewczynka.
- Cześć. - powiedziała tak zwyczajnie, jakbym była jej znajomą.
- Cześć malutka. Zgubiłaś się? - zapytałam bez zastanowienia.
- Nie, moja mama tu pracuje, nie będzie się martwić. - powiedziała i słodko się uśmiechnęła.
- Och, każdy rodzic się martwi. - powiedziałam.
- Znam cię, wiesz?
- Naprawdę? - zaśmiałam się.
- Naprawdę! Jesteś sławna. Nie wiedziałaś? - zapytała.
- Miałam takie podejrzenia. Chcesz usiąść? - dziewczynka pokiwała główką i usadowiła się na moich kolanach.
- A ty chyba kochasz Austina, prawda?
- Oglądasz "Austin & Ally"?
- Kocham to oglądać. - powiedziała. - To kochasz go czy tylko udajesz?
- Wiesz, jestem w tym serialu tylko aktorką. Naprawdę Austin to Ross, a Ally to ja, Laura. I w serialu kocham go na niby, ale w prawdziwym życiu naprawdę. Rozumiesz?
- Nie za bardzo. Znaczy że on udaje, że cię przytula?
- Nie udaje. - zaśmiałam się. - Po prostu chcę powiedzieć, że serial nie zawsze musi się przekładać na rzeczywistość. Na przykład w kreskówkach coś te postacie tak dość szybko dochodzą do siebie, prawda?
- Zawsze to dla mnie było dziwne, bo gdy moją babcię potrąciło auto, to leżała w szpitalu dwa miesiące, naprawdę! Ale już wszystko z nią dobrze. N
- Widzisz, u mnie jest taka sytuacja, że kocham Rossa, czyli aktora, który gra Austina. Nie wiem jak ci to wytłumaczyć...
- Ale ja już rozumiem. Ty jesteś Ally i Ally nie jest prawdziwa, tylko ty. I tak samo Austin. Tak? A ty kochasz Rossa, bo jest prawdziwy.
- Tak, zgadza się.
- A jak rozpoznać, że się kogoś kocha?
- Wiesz... tego na początku nie można zauważyć. Na przykład ta osoba jest dla ciebie przyjacielem. Jak dla mnie Ross na początku. Pomagał mi, wspierał mnie. I potem chciałam spędzać z nim trochę więcej czasu, bo już wtedy wiedziałam, że go lubię.
- Wtedy jeszcze nie kochałaś?
- Musi zwykle trochę potrwać, zanim się w kimś zakochasz.
- A ile?
- Nigdy nie wiadomo. To się po prostu wie, że kogoś kochasz.
- A ty wiesz?
- Jestem pewna.
♪ Raini ♪
Wracałam z łazienki, kiedy zobaczyłam, że Laura trzyma na kolanach jakąś dziewczynkę. Nie mam bladego pojęcia, ale wyciągnęłam telefon, zrobiłam kilka łuków, żeby Laura mnie nie zauważyła, podeszłam od tyłu i normalnie zaczęłam nagrywać.
- Rozumiesz?
- Nie za bardzo. Znaczy że on udaje, że cię przytula?
Słuchałam tej rozmowy do końca.
- Jestem pewna. Wiesz, tam nie twoja mama? - zapytała Laura i wskazała na kobietę stojącą w rogu, która kogoś szukała.
- Tak, no racja. Przepraszam, że ci przeszkodziłam.
- "Jeśli zmarnowany czas wywołał na twojej twarzy uśmiech, to nie był czas zmarnowany". Już leć, bardzo było mi ciebie poznać.
- Jestem Carly. Pa, miłego dnia! - pomachała jej i pobiegła.
- Lubisz dzieci. - powiedziałam i położyłam telefon przed nią.
- Nagrałaś to? - zaśmiała się.
- Tak. Wyśle to Rossowi. - powiedziałam i wzięłam telefon.
- Co? Nie!
- Czemu?
- Bo... bo ja...
- Bo powiedziałaś, że go kochasz?
- Eee... nie... Po prostu...
Spojrzałam na nią i przypadkowo tylko do Rossa wysłałam na swój Instagram.
- Wysłałam to na Instagram. - powiedziałam i próbowałam usunąć, ale już było kilkadziesiąt serduszek.
_________________________________
Zobaczyłam, jak dawno nie było rozdziału... Od razu się za niego wzięłam. Wybaczcie, nie zdawałam sobie z tego sprawy... W komentarzach napiszcie jak wam się podoba taki rozdział pisany na szybko.. ;p
Choć blog jest zakończony, będę tu wpadać, więc możecie komentować i pisać. Do końca jeszcze go nie opuściłam! I również nie zamierzam go usuwać.
Wpadajcie na nowego bloga (o wszystkim i niczym)!
Chcecie dowiedzieć się o mnie więcej? "Kontakt i Portale Społecznościowe"
Instagram: aleks_lover
Snapchat: aleksa213
Ask: aleks_to_ja
Twitter: @arleciaxd
Musical.ly: paandaa13
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz